Wyświetlam 1 - 10 z 238 notek

Stara miłość…

  • Napisane 16 sierpnia 2017 o 13:35

Od zmiany miejsca zamieszkania minęło już półtora roku, ale zmieniło się nie tylko to. Potrzebowałam nowego branżysty, bo poprzedni wybrał etat zamiast użerania się z urzędnikami.

Tuż po przeprowadzce przypomniał o sobie ten, który jako pierwszy przyjeżdżał do mnie, gdy wyjechałam z domu na studia. Znalazł mnie 10 lat temu na portalu społecznościowym i od tamtej pory dawał znać raz na parę lat. Ponieważ idealnie wpisywał się w lukę branżową, tym razem rozpoczęliśmy współpracę. A minęło 21 lat odkąd widzieliśmy się ostatnio… Zmężniał…

Mimo żony i dzieci, które mu się urodziły, wciąż rozpamiętuje jedno zdarzenie, o którym ja zapomniałam. Otóż po kilku miesiącach spotkań i wspólnie spędzonym Sylwestrze uznałam, że nie chcę kontynuować tej znajomości. Nie było przyczyny: był wesoły i kulturalny, ale nie czułam się dobrze w jego towarzystwie – tak po prostu. Jakieś dwa lata później, kiedy zastanawiałam się co robić w Sylwestra pomyślałam o nim i postanowiłam zapytać. W słuchawce telefonu usłyszałam, że ma dziewczynę. Cała reszta umknęła mojej pamięci. Jego do tej pory to gryzie, twierdząc, że zachował się skandalicznie, a ja w jego głowie wywołałam wtedy burzę. Nie wiedział jaką podjąć decyzję.

Odkąd rozpoczęliśmy współpracę, bardzo chętnie przyjmuje propozycje wyjazdów i szkoleń branżowych (nawet jeżeli nie dotyczą jego branży). Zdarzyło się nawet, że sam zaproponował mi transport przy okazji jednego z takich spotkań. Dodam jeszcze, że nasze miasta oddalone są o ponad 100 km. I tak wracaliśmy ponad 4 godziny (choć mogliśmy krócej). Ta podróż dała nam okazję do nadrobienia w jakimś stopniu tych lat. Wyznał, że nie dobrali się z żoną, a małżeństwo było z rozsądku. Miał poważne myśli rozwodowe – 10 lat temu. Ostatnio usłyszałam nawet, że to ja powinnam być jego żoną. Kiedy poruszyliśmy temat rozstrzygającej rozmowy telefonicznej, mówiłam, że chodziło mi tylko o Sylwestra, pewnie i tak nie byłoby ciągu dalszego. „Skąd wiesz? – odparł – poznalibyśmy się lepiej, nie wiesz co by było…” No cóż, biorąc pod uwagę tę miłą rozmowę podczas podróży i nie tylko zresztą i jak wtedy się czułam, odkrywając, że jednak dość sporo nas łączy, nie mogę nie przyznać mu racji… Z przerażeniem stwierdziłam nawet, że jestem ofiarą własnych wyborów. Kochało mnie w życiu paru facetów – miłością piękną i wartościową, ale ja wybrałam ojca mojej córki, który okazał się totalnym draniem. W konsekwencji moje sprawy sercowe były zawieszone w próżni na jakieś 10 lat i zostałam sama. I temu też nie mógł nadziwić się mój nowy branżysta, kiedy poznał mnie lepiej.

Nie chciałabym jednak rujnować tej rodziny – tym bardziej, że poznałam ich osobiście. Potrzebuję wsparcia i znalazłam je u niego. Jego stosunek do mnie sprawia, że mam poczucie, że wielkiego problemu nie miałabym z podebraniem go żonie. Jednak nie darowałabym sobie tego sama. Zapragnęłam mieć kogoś tylko dla siebie. I oto pojawił się…

Spostrzeżenia prawie nastolatki

  • Napisane 26 listopada 2016 o 19:52

Dzień otwarty muzeów. Zabrałam dziecko, choć stawiało opór – niech zobaczy przynajmniej sztukę z ostatniego wieku, no i nieco starszą.

- Ale ładnie – westchnęła kiedy zatrzymała się przy jednym z dziewiętnastowiecznych obrazów.

- No tak – dodałam – oni wtedy nie mieli jeszcze aparatów fotograficznych.

Oglądałyśmy dalej obrazy bardziej współczesne, kiedy z jej ust padło stwierdzenie:

- Kiedy jeszcze nie mieli aparatów, to bardziej się starali…

Takie tam… rozmyślania niespełnionego architekta

  • Napisane 26 października 2016 o 18:05

Wreszcie udało mi się znaleźć czas i chęci do tego, by po dwóch tygodniach gruntownie posprzątać mieszkanie. Oprócz wniosku, że potrzebuję bardziej współczesnych urządzeń, aby w domu było czyściej, rozmyślałam też o innych rzeczach…

Dziwne, żeby nie napisać ciężkie czasy dla młodych i tych troszkę może starszych (tu mam na myśli tych, którzy opanowali nieco starsze oprogramowanie) architektów nastały. Bo tak naprawdę ocenia się ich przez pryzmat możliwości oprogramowania, na którym się pracuje. Kiedy dostaję temat, czytam specyfikację, zakres opracowania, może nie zawsze od razu, ale widzę oczami wyobraźni jak to ma wyglądać. Zwykle na początku pomagam sobie szkicami, aby wszystko właściwie rozplanować, a potem pozostaje kwestia wrysowania tego w komputerze. A tu trzeba już mieć chęci (a z tym z wiekiem coraz gorzej) i dobre oprogramowanie, co nie zawsze jest osiągalne. Kolejnym problemem są warunki stawiane w przetargach czy konkursach, aby w ogóle można było w nim wziąć udział tylko po to, aby móc przedstawić wizję. To są wymagania dotyczące głównie doświadczenia i sytuacji finansowej.

W ostatnim czasie ominęły mnie dwa takie tematy. Muzeum, gdzie aby wysłać wstępną koncepcję, musiałabym udowodnić że cała armia ewentualnych branżystów, którzy wzięliby udział w projekcie na dalszym etapie gdybym wygrała pierwszą nagrodę, oprócz posiadania uprawnień, nie mają długów w ZUS, US i nie są byli karani oraz że są ubezpieczeni. Drugi temat to modernizacja teatru, ale tu wymagane było doświadczenie w zakresie inwestycji których wartość prac przekraczałaby milion złotych (to akurat bym spełniła, bo mam na swoim koncie chociażby cmentarz z kaplicą wycenione na ponad 7 milionów i szkoły o wartości 3,5 miliona), ale nie były to tematy dotyczące technologii sceny, a były wymagane co najmniej dwa. Uznaliśmy z branżystami, że te przetargi dedykowane są zwykle komuś, kto takie warunki spełnia, a są to nieliczni, bo jakie zapotrzebowanie jest na muzea i teatry, żeby mieć na koncie co najmniej dwa? A gdzie w tym wszystkim młodzi, kreatywni projektanci? Bez szans…

Wyprzedaż

  • Napisane 5 lipca 2016 o 10:02

Jaki to słodki widok, kiedy wychodząc ze sklepu widzi się rząd panów wypatrujących swojej drugiej połówki, niczym pieski czekające na swoją panią… :)

Było, nie minęło

  • Napisane 6 czerwca 2016 o 20:06

Po prawie dwunastu latach wróciłam do miasta swoich studiów, w miejsce gdzie spędziłam najlepsze swoje lata…

O upływie tego czasu przypomniały mi nie tylko moje (nie powiem które) urodziny, ale również twarze napotkanych osób, które w tych latach miały swój udział. Początkowo nie wiedziałam jak się zachować w tej sytuacji, bo okoliczności, w których przyszło nam się pożegnać były nieciekawe. Wygląda na to, że w ich oczach zostałam jednak zrehabilitowana, bo okazało się, że nie tylko u mnie zalęgły się krasnoludki… Zresztą dużo można by było o tym mówić.

Ot i parę wspomnień z tamtych lat:

Nareszcie u siebie

  • Napisane 19 maja 2016 o 20:08

Piękną mamy łąkę koło bloku. Rower jeszcze nie przywieziony, ale jest piesek, z którym można wyjść na spacer. Miło jest rozsiąść się w fotelu na dużym balkonie skąpanym w słońcu i pomyśleć, że wreszcie jestem u siebie. Nawet jeżeli ciąży nade mną masa zobowiązań…

Lepiej duże czy małe?

  • Napisane 4 listopada 2015 o 12:11

Znam takich, co zajmują się dużymi projektami, co oczywiście wiąże się ze stresem, wszystko trzeba ogarnąć itp., a chcieliby przerzucić się na małe – jak domki jednorodzinne, bo wtedy mniej stresu i w ogóle…

Jako projektant, który ma porównanie, jako że niedawno miałam okazję pracować przy dużym przedsięwzięciu, jednocześnie zgodziłam się poprowadzić adaptację domku typowego (który nawiasem mówiąc wyglądał jak buda dla psa). Zgodziłam się tylko dlatego, że mój dobry kolega nazwał inwestorów swoimi przyjaciółmi, a i ze względu na to zgodziłam się zrobić to za pół ceny. Duży projekt – owszem, wyciągnął ze mnie sporo energii, ale za to wiem, że przyniesie pożytek całemu miastu, dla którego był robiony, a mały, wydawałoby się – prosta sprawa, tymczasem: wielki dylemat, bo tę ściankę przesuwamy o 10 czy 20 cm, ten komin na środku czy z boku, drzwi bliżej ściany czy dalej, a budynki sąsiednie nieprzepisowo za blisko granicy działki i walka z urzędnikami. Na koniec usłyszałam, że wzięłam pieniądze, a krawężnik jest o kilka centymetrów za blisko domu niż by chcieli. A na hasło „nieistotna zmiana”, bo tak nazywa się to w języku urzędowym, dostałam odpowiedź, że nieistotna to może dla mnie, ale to jest ich DOM…

Praca na kolanach

  • Napisane 22 czerwca 2015 o 10:20

Wydawałoby się, że praca architekta to praca przy komputerze… no czasem w terenie. Ale co zrobić, kiedy do poskładania są plansze wielkości prześcieradła?…

A kolana bolą…

 

Do tego dochodzą kontakty z urzędnikami, a taki (póki co) zawsze chce pokazać, że ma władzę. Tutaj należałoby się nawet zaopatrzyć w klęcznik…

Kieliszki do jajek – towar deficytowy

  • Napisane 21 lutego 2015 o 15:32

Przeszłam całe miasto – NIE MA! A tymczasem święta tuż tuż…

Utopia

  • Napisane 29 października 2014 o 10:41

Słyszałam jak młodzież przygotowywała się do egzaminu przed drzwiami sali egzaminacyjnej. A dotyczyło to zasad projektowania miast. Byłoby cudownie, gdyby te zasady były wcielone w życie. Młodzież wyjdzie z uczelni z tą wiedzą, a w praktyce wygląda to tak, że urbanistykę – u nas – właściwie może robić sobie każdy…


  • RSS